OSOBY I OPINIE
Co powiemy z tego względu, zdaje się być także godne uważania nieuprzedzonych czytelników.
U nas zdania i osoby tak są jeszcze ściśle połączone z sobą, że prawie nigdy pierwszych dotknąć się nie godzi bez obrazy drugich. Jeśli mąż poważny, znamienity obywatel, zasłużony w kraju urzędnik weźmie pióro do ręki, niepochybnie jego osobiste przymioty i skądinąd nabyta sława pomogą, więcej niżeli gdzie indziej, do rozszerzenia i utwierdzenia jego literackiej wziętości. W Polsce osoba nadaje wartość opinii piśmiennej; nie zawsze, ale najczęściej, i tak często, że o tym wspomnieć potrzeba. Charakter moralny, urząd, nieraz majątek jednają tu poszanowanie zdaniom, które by same przez się, bez żadnego względu na owe poboczne okoliczności nie wytrzymały bezstronnego sądu. Powielekroć zdarza się nam w „Kurierze Polskim” podać w wątpliwość tę lub ową opinię tego lub owego ziomka literata, którego cnoty moralne, zasługę obywatelską, a nawet niepospolitą zdolność autorską w poważaniu mamy. W takich razach nigdy nie obeszło się bez dotkli-wych przymówek i bolesnych narzekań czy tego dnia, czy na-zajutrz, w mowie ustnej i pisanej: „Oto ubliżacie zacnym ludziom, mającym takie poważanie! Uwłaczacie narodowej części, narażając samą literaturę na upadek niepohamowaną śmiałością sądu. Nic u nas nie ma świętego; wszystko sobie lekceważycie, nawet starą, uwieńczoną zasługę.” Te i tym podobne zarzuty są dowodem najprzód: szlachetnego charakteru ziomków i uczuć wdzięczności, okazującej zawsze dobroć serca i wspaniały sposób myślenia, wdzięczności, dla której to wszystko jest święte i nietykalne, co w jakimkolwiek choć najsłabszym związku zostaje z godnością osoby będącej przedmiotem publicznego szacunku; a po wtóre: jest to dowodem małej jeszcze znajomości wielkiego świata i dobrego tonu panującego w dzisiejszej literaturze europejskiej, gdzie nieprzeskoczną granicą rozdzielono osobę od zdania, ludzi od pisarzów, obywatela od autora. Różne to bowiem i bardzo dalekie rzeczy. Najuczciwszy człowiek może być miernym pisarzem i to go bynajmniej nie krzywdzi. Nawzajem wielki pisarz może czasem pobłądzić jako człowiek w zawodzie społecznym, co jest nierównie większe przewinienie. Najgorliwszy urzędnik może być miernym poetą, na którego upadek z samego wierzchołka Parnasu, że tak powiemy, nieżyczliwe, kiedy jeszcze był w powiciu, zasępiły się planety. Najzacniejszy obywatel może się czasem omylić w uczonym zdaniu. Nie masz przeto żadnej powagi bezwarunkowej w tej wolnej rzeczypospolitej literackiej; kto się tu nadyma, prawdziwie szarą pychą grzeszy, jak mawiali starzy Polacy. Kto pan kuje, kto się wywyższa nad innych, kto litościwie wzrusza ramionami albo z piętra mówi, nie wie, co czyni. Nie masz żadnego zdania, którego by w rozmysł krytyczny wziąć nie godziło się; na ostatek, nie masz żadnego ubliżenia osobie z tej przyczyny. Charakter, dostojność, wywyższenie nic nie ważą, kiedy prawdę rozróżniamy od nieprawdy. Nie przeto ten jest poważny i dzielny w nauce, że się znamienitym urodził lub został obywatelem, że zasłynął w powołaniu swoim, żeśmy go wszyscy ukochali i pomieścili w poczet dobroczyńców ojczyzny: nie zaiste! Ale z tej jedynie przyczyny, że przez ciągłą usilność, biegłym znawstwem, nabytą wprawą albo żartkim dowcipem i genialnym talentem, którym mu natura pochlebiła, przyszedł do tej powagi i wziętości literackiej. A nawet w ostatnim przypadku, jeśli tenże znamienity pisarz uśnie w cieniu zżółkłych wawrzynów, jak nieraz się zdarza, jeśli razem z ogólną masą pojęć wieku do kresu nie postępuje w swoim zawodzie, jeśli da innym ubiec przed sobą znaczną przestrzeń; w takim razie jego opinia, jego literacka sława już tylko historyczne miejsce zajmą w nauce, a on sam będzie jako umarły pod tym względem, choćby zresztą zostawał w zupełnej sile i czerstwym zdrowiu lat męskich. Tak twardą powinność wkłada nauka na tych, którzy się jej poświęcają. Takim musem niewoli ich do niewczasów. Nic łatwiejszego jak umrzeć w literaturze. Wielu taka śmierć sprzed oczu naszych usunęła. Częstokroć jedno przywidzenie, jeden moment wytchnienia z trudu albo jeden krok nierozważny już nas wstecz ciągną ku zaszłym mniemaniom, wywodząc z gruntownego rozumienia natury, obecnego czasu i ludzi. Postęp dzisiejszych wyobrażeń jest jako potok szeroko z górnego zdrojowiska rozlany, unoszący w niezmierną dal to wszystko, co spotka, nawet nadbrzeżnych kształtów obrazy, które się na jego szklanej malują powierzchni, i myśl płochą, że go jaka zapora wstrzymać zdoła. Na drodze tej rzeki sterczą tu i ówdzie małe wysepki, są i mielizny, gdzie czasem osiada wyrzucony statek z ludźmi. Takie nieruchome stanowiska śród powierzchnego ruchu w uczonym znajdują się świecie. Nic łatwiejszego jak umrzeć dla wielkich myśli i zboczyć na stronę z żeglarskiej ich linii. Nic łatwiejszego jak osiąść na mieliźnie cywilizacji. Nicować zdanie ludzi podpadających takiemu nieszczęściu nie jest to zapewne ubliżać ich godności. Poważajmy osoby, hołdujmy cnocie, miejmy we czci dawniejszą zasługę, lecz tego względu nie rozciągajmy nigdy do ich opinii. Pierwsze, nie drugie, są nietykalne. 
